wtorek, 20 września 2016

[RECENZJA] Piąta fala. Ostatnia Gwiazda - Rick Yancey


Tytuł: Piąta fala. Ostatnia Gwiazda
Autor: Rick Yancey
Ilość stron: 436
Data wydania: 14 września 2016
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte



"Przebaczenie nie jest owocem niewinności lub niewiedzy. Przebaczenie jest owocem miłości."







"Niewykluczone, że miłość jest czymś niezwykłym, niewytłumaczalnym, nieposkromionym, niewysłowioną tajemnicą, niemożliwą do przewidzenia czy kontrolowania, wirusem, który zainfekował program zaprojektowany przez istoty, w zestawieniu z którymi nasz rozwój ewolucyjny można porównać z tym, który przeszedł karaluch."

    Cztery dni... 
   Za cztery dni człowiek oraz wszystko co stworzył zniknie z powierzchni ziemi. Wszelki ślad człowieczeństwa zostanie wymazany. Nie można przed tym uciec. Nie istnieje żadna kryjówka. Można jedynie podjąć walkę z najeźdźcą. Walka ta będzie nierówna, będzie bardzo krwawa i drastyczna. 
   Po czterech falach ataku - zniszczenie technologii, powodziach, zmutowanym i niosącym śmierć wirusie, przebudzeniu agentów w ciałach wpływowych ludzi - które zabiły ok 97 % populacji ludzkiej czas na fale piątą. 


"Nigdy nie jest się całkowicie bezpiecznym. Żaden człowiek na Ziemi nigdy nie był. Żyjąc, ryzykuje się własne życie, serce, wszystko. W przeciwnym razie byłoby się żywym trupem. Zombie."

   Fala piąta będzie najokrutniejsza. Najbardziej niszcząca. Ma na celu zniszczyć to co jest teraz najistotniejsze i najważniejsze... 
   Człowieczeństwo, tych którzy przeżyli. Teraz rozpoczyna się walka o przetrwanie, w której nie można nikomu ufać. Przyjaciel może okazać się wrogiem. Tylko czy w pojedynkę można długo przetrwać? 

"Spojrzenie na siebie oczami kogoś innego sprawia, że przesuwa się punkt ciężkości. Nie zmienia to sposobu w jaki zaczynasz postrzegać siebie. Zmienia sposób w jaki postrzegasz świat. Nie siebie - wszystko poza sobą."

   Dzieci, te mniejsze i te większe, są bronią. Poprzez odwiedzenie "Krainy Czarów" ich mózgi zostały wyprane, ich wspomnienia zgrane do bazy danych, pozbawione ludzkich odruchów. Są bronią, która niesie zagładę pozostałej na świecie ludzkości. 
   Zaczyna się odliczanie. Za cztery dni świat przestanie istnieć. Godzina zero jest coraz bliżej. 

"Wszechświat nie ma granic, ale życie tak. Życie to coś rzadkiego, Mariko, a co za tym idzie: cennego. Trzeba je chronić. (...) Każde życie warte jest istnienia."

   Książka jest GENIALNA. niesamowita pod każdym względem. Sposób w jaki został wykorzystany motyw post-apokaliptyczny jest bardzo oryginalny i interesujący. Na pochwałę zasługuje również obraz najazdu obcej cywilizacji wykreowany przez Ricka Yanceya. 
   Historia jest nam przestawiona z punktu widzenia poszczególnych bohaterów - Bena nazywanego Zombie, który pełni rolę przywódcy, Ringer, która stąpa twardo po ziemi, jest odważna, impulsywna i zarazem opanowana, Evana obcego w ludzkim ciele, do pewnego momentu niosącemu śmierć a teraz gotowego poświęcić się dla dziewczyny oraz Cassie.. Kiedyś zwykłej dziewczyny a teraz osoby walczącej o ludzi których kocha, o dobro i lepszy świat w którym żyje jej młodszy brat - Sam. 
Cassie, Cassiopeja, która jest "ludzkością"...

"Łączyło nas właśnie to coś, czego żadne z nas nie potrafiło nazwać: nierozerwalna więź pomiędzy miłością i lękiem. Evan jest miłością. Ja - lękiem."

   Zagłębianie się w historię poszczególnych bohaterów, częste przeskoki pomiędzy nimi, rozdziały napisane w sposób zwięzły, często nieliczące więcej niż 2 strony sprawiają, że książki nie idzie odłożyć. Ciągle coś się dzieje. Rozdziały kończą się w taki sposób, że musimy czytać dalej bo nie jesteśmy w stanie odłożyć tej książki, a jak już nam się to uda to nie myślimy o niczym innym... Tylko o świecie wykreowanym przez pana Ricka. 
   Świat ten jest dla mnie fascynujący. Uwielbiam tego autora. Jego książki są dla mnie mistrzostwem świata. Jedno czego nie jestem w stanie mu wybaczyć to to, że tak długo kazał mi czekać na ostateczną cześć, która kończy naszą przygodę z tymi bohaterami, których bardzo polubiłam i czytanie o nich sprawiało mi wielka przyjemność. Zaskoczeniem było dla mnie, bez wątpienia pozytywnym, że autor zdecydował się na takie a nie inne zakończenie. Jeżeli ktoś liczy na szczęśliwe zakończenie historii w 100% to może się troszkę przeliczyć. 
   "Piąta fala. Ostatnia gwiazda" to rewelacyjne zakończenie trylogii. Książka jest dobrze napisana. Ma ciekawą fabułę, która jest przerażająca i zaskakująca. Poprzez swoją dynamikę czyta się ją bardzo szybko. Dla wszystkich wielbicieli takiego gatunku to pozycja obowiązkowa!

"Tu nie chodzi o czas, Evanie - przypomniałam mu. - Ale o to, co z nim zrobimy."





Moja ocena: 10/10

3 komentarze:

Ola Iadala pisze...

Z twórczością Yanceya zetknęłam się dotychczas jeden raz - podczas czytania pierwszego tomu tej trylogii. "Piąta fala" przypadła mi do gustu, czego nie mogę powiedzieć o jej ekranizacji...

Z tego co piszesz finał trylogii jest genialny, w takim razie muszę w końcu przeczytać drugą część, aby móc sięgnąć po zakończenie! :)

Pozdrawiam!
Ola z bloga Zaczytana Iadala

Patrycja D. pisze...

Ja tego autora uwielbiam :) druga część może wydawać Ci się gorsza, tez miałam takie odczucia ale teraz odbieram to inaczej :) autor stopniowo buduje napięcie by na końcu totalnie rozwalić czytelnika :) ekranizacja jest słaba-dla tych co nie czytali może wydawać się nudna oraz ciężka w odbiorze, nie zrozumiała. Ale moim zdaniem to i tak fajnie ze mogliśmy to obejrzeć, dla mnie był to powrót do ulubionych bohaterów :) Pozdrawiam serdecznie :)

firefly pisze...

Mam na półce wszystkie 3 części i masz rację - genialne to dobre określenie dla twórczości Yanceya. Co do zakończenia Ostatniej Gwiazdy, to mnie zawiodło, ale być może dlatego, że jestem zwolenniczką happy endów :/ Najbardziej było mi szkoda Evana, bo zostałam jego wielką fanką. Jakie miałaś odczucia w stosunku do niego? :)

Pozdrawiam, zapraszam, http://fireflyrecenzuje.blogspot.com/